Na Ukrainie spodziewane jest dziś ogłoszenie ostatecznych, oficjalnych wyników wyborów prezydenckich. Od wczoraj wiadomo, że wybory te wygrał Wiktor Janukowycz. Po przeliczeniu prawie 99 procent głosów Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że kandydat Partii Regionów uzyskał 2,95 procent przewagi nad rywalką, urzędującą premier Julią Tymoszenko.
Na 59-letniego Janukowycza oddało głos 12 milionów 276 tysięcy wyborców, czyli 48,68 procent. Na Julię Tymoszenko głosowało 11 milionów 532 tysięcy osób, czyli 45,73 procent. Wynik ten oznacza, że nawet jeśli pozostałe do zliczenia głosy otrzyma szefowa rządu - Wiktor Janukowycz i tak wygra.
Zwycięski kandydat zaapelował do 49-letniej Julii Tymoszenko, by uznała swą porażkę. Wezwał też szefową rządu do dymisji z zajmowanego stanowiska.
Tymczasem Tymoszenko prawdopodobnie nie uzna wyników niedzielnych wyborów prezydenckich. Premier zaleciła swoim prawnikom przygotowanie pozwów do sądów. - Nigdy nie uznam zwycięstwa Janukowycza w tak przeprowadzonych wyborach - powiedziała Tymoszenko. Zapowiedziała również na dziś konferencję prasową i nie wyklucza organizacji trzeciej tury wyborów.
Premier spotkała się jednak z opozycją części deputowanych swojej frakcji w Radzie Najwyższej. Wiceprzewodniczący Rady Najwyższej Mykoła Tomenko opowiedział się za uznaniem wyników niedzielnego głosowania i przejściem do opozycji.
Nestor Szufrycz z Partii Regionów podkreślił, że ewentualne procesy sądowe opóźnią objęcie urzędu przez Wiktora Janukowycza o 2-3 tygodnie. „Myśleliśmy, że idziemy już do Europy, ale zostaliśmy na Ukrainie" - powiedział polityk komentując groźby premier.
Unia Europejska już wyraziła gotowość do współpracy z nowym prezydentem Ukrainy. Deklarację taką złożyła szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Pochwaliła też "spokojną atmosferę" jaka towarzyszyła wyborom prezydenckim na Ukrainie.
Ashton zaznaczyła, że Wspólnota chce nadal angażować się w zacieśnianie relacji z Kijowem. Unia ma zamiar wspierać nowego prezydenta w reformach, jakie czekają jego kraj.
We wspólnym komunikacie misji zagranicznych obserwatorów stwierdzono, że wybory na Ukrainie zostały przeprowadzone uczciwie i zgodnie z europejskim normami. Podkreślono, że osiągnięto znaczny postęp w porównaniu z wyborami z 2004 roku.
Przewodniczący misji obserwacyjnej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie Joao Soares powiedział, że każdy obywatel Ukrainy powinien być dumny i uznać wynik za zwycięstwo, ponieważ wybory przeprowadzono w pełni demokratycznie.
Przedstawiciel delegacji Rady Europy Matyas Eorsi powiedział, że nie zgadza się z opinią, jakoby wynik wyborów świadczył o porażce Pomarańczowej Rewolucji. Dzięki tej rewolucji - podkreślił - mogło dojść na Ukrainie do prawdziwych demokratycznych wyborów.
Przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego poseł Paweł Kowal zaznaczył natomiast, że każda dobrze funkcjonująca demokracja nie może skupiać się jedynie na dniu wyborów.
To, co jest konieczne, to stworzenie przepisów prawnych, które zagwarantują przejrzystość całego procesu politycznego, włącznie z finansowaniem partii politycznych i kandydatów.
IAR
[fot. PAP./Darek Delmanowicz]