60 lat temu powstało NATO. Przez dokładnie 40 (1949-1989) organizacja ta była zgodnie z oficjalną doktryną państwową naszym głównym wrogiem. My trwaliśmy w„bratnim” sojuszu ze Związkiem Sowieckim w Układzie Warszawskim, a Paktem Północnoatlantyckim trzęsły przecież „imperialistyczne” Stany Zjednoczone. Jaka jest historia i przyszłość NATO oraz czy w ogóle, a jeśli tak, to do czego jest nam ono potrzebne?
Dopiero 12 marca 1999 roku – choć może biorąc pod uwagę, że od początku transformacji w naszym kraju mijało wtedy dopiero 10 lat, należałoby napisać „już” – podczas uroczystości w stanie Missouri, w amerykańskim miasteczku o wielce mówiącej nazwie Independence (Niepodległość) Polska wraz z Czechami i Węgrami stała się członkiem NATO.
Dlaczego wspomniana powyżej uroczystość odbyła się właśnie w Ameryce? Otóż Stany Zjednoczone są słowem-kluczem do opisania NATO, a ich rola lidera Sojuszu (z powodu zdecydowanej przewagi pod względem politycznych i militarnych możliwości działania nad pozostałymi członkami) jest w takim samym stopniu źródłem zarówno pozytywnych opinii dla zwolenników całej organizacji, jak i negatywnych dla jej przeciwników. Przy czym uczciwie zaznaczyć trzeba, że rola lidera nie daje Amerykanom ani prawa, ani możliwości narzucania pozostałym państwom członkowskim swojego zdania, co najlepiej ilustrują obecne problemy Stanów Zjednoczonych z przekonaniem natowskich sojuszników do zwiększenia ich kontyngentów wojskowych w Afganistanie.
Wracając do początków tego sojuszu – NATO, czyli Organizacja Paktu Północnoatlantyckiego (North Atlantic Treaty Organisation) powstała 24 sierpnia 1949 r. w wyniku wejścia w życie Traktatu Północnoatlantyckiego (zwanego też Waszyngtońskim od miejsca jego podpisania), ratyfikowanego przez 12 państw (Stany Zjednoczone, Kanada oraz 10 krajów europejskich) 4 kwietnia 1949 r. Traktat znajduje się w depozycie amerykańskiego rządu, stąd członkiem Sojuszu dane państwo staje się oficjalnie z chwilą złożenie ratyfikujących go dokumentów w Waszyngtonie. Dlatego też, choć podpis można złożyć w każdym miejscu globu, uroczystość przyjęcia Polski, Czech i Węgier do NATO miała miejsce na terytorium Stanów Zjednoczonych.
Jednak siedzibą Sojuszu jest nie Waszyngton, a Bruksela (do momentu wycofania się Francji z tzw. struktur wojskowych NATO w 1966 r. był nią Paryż). Podobnie jak w przypadku Unii Europejskiej, zadecydowało tu założenie, że małe państwo, jakim jest Belgia, nie będzie miało wielkich możliwości wykorzystania faktu posiadania na swoim terytorium siedziby władz organizacji do wywierania wpływu na jej działalność. Poza tym Bruksela była już wówczas siedzibą Wspólnot Europejskich, a zatem nieformalną stolicą czegoś, co wspólnie z NATO można uznać za „Zachód” bądź „wspólnotę euro-atlantycką”.
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Sojusz Północnoatlantycki jest organizacją o charakterze polityczno-wojskowym, której celem jest wspólna ochrona krajów członkowskich, czego wyrazem jest słynny art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego nakładający na wszystkich członków NATO obowiązek obrony każdego innego zaatakowanego członka. Z czasem państw zainteresowanych takim systemem obrony przybywało, a po spełnieniu wymaganych kryteriów politycznych (np. przejście z dyktatury do demokratycznego systemu rządów, obranie pro-zachodniej orientacji) oraz wojskowych (zwiększenie wydatków na obronę, modernizacja armii) stawały się członkami Paktu – Grecja i Turcja w 1952 r., Niemcy Zachodnie w 1955 r., Hiszpania w 1982 r.
Jednak największe znaczenie symboliczne i polityczne miało opisane już rozszerzenie o Polskę, Czechy i Węgry, gdyż byli to pierwsi członkowie NATO, którzy jeszcze nie tak dawno znajdowali się w „przeciwnym obozie”. Dopełnieniem obrazu zmieniającej się geopolitycznie mapy Europy było przyjęcie do Sojuszu kolejnych państw z Europy Środkowo-Wschodniej w 2004 r. – Litwy, Łotwy, Estonii, Słowacji, Słowenii, Rumunii i Bułgarii. Kto pamięta uroczystość akcesji tych państw i widok płaczącego bułgarskiego ministra spraw zagranicznych, zrozumie polityczną i wojskową siłę NATO.
Sojusz idzie zresztą dalej - 1 kwietnia jego 27. i 28. członkiem zostały Albania i Chorwacja. Uroczyste wprowadzenie tych państw do NATO nastąpi na szczycie w Strasburgu i Khel.
Wyzwania XXI wieku
W czasie zimnej wojny Pakt Północnoatlantycki za największe zagrożenie uznawał ZSRS oraz Układ Warszawski. Wbrew pozorom po zmianach w 1989 r. i upadku komunizmu wrogów zaczęło nie ubywać, a przybywać. To dlatego, choć brzmi to paradoksalnie, wszystkie operacje wojskowe w historii NATO miały miejsce w latach 90. XX wieku lub później! Pierwszym testem na wykazanie się przez Sojusz aktywnością okazały się wojny etniczno-religijne na Bałkanach. W 1995 r. NATO rozpoczęło misję pokojową w Bośni i Hercegowinie, 4 lata później przeprowadziło już stricte wojenną operację lotniczą przeciw Jugosławii, która stosowała czystki etniczne w domagającej się niepodległości prowincji – Kosowie. Było to niezwykle ważne wydarzenie, ponieważ oprócz spełnienia swojego podstawowego zadania, a więc zmuszenia Jugosławii do zakończenia wojny w Kosowie, stworzyło precedens. W tamtym przypadku nie było przecież zagrożone terytorium żadnego z członków NATO. Organizacja uznała po prostu, że musi interweniować, zanim sytuacja zdestabilizuje się na tyle, że zagrożone stanie się ogólne bezpieczeństwo w tej części świata.
Była to zatem zapowiedź tego, co czeka Sojusz Północnoatlantycki w XXI wieku. Coraz mniej prawdopodobne staje się bezpośrednie zagrożenie granic danego państwa np. przez inwazję lądową (choć ubiegłoroczny przykład rosyjskich czołgów wGruzji daje wiele do myślenia i oznacza, że tradycyjne pojmowanie bezpieczeństwa jeszcze długo będzie kluczowe), coraz większe niebezpieczeństwo stanowią nie państwa, a terroryści, już nawet nie całe organizacje, ale pojedyncze, zdolne do wszystkiego osoby. Zagrożeniem dla członków Sojuszu może stać się zarówno brak bezpieczeństwa energetycznego poszczególnych państw (co pokazał z kolei tegoroczny konflikt gazowy Ukrainy z Rosją), jak i tak pozornie nie mające nic wspólnego z bezpieczeństwem sprawy jak… ocieplenie klimatu (powoduje ono np. zmniejszanie się pokrywy lodowej Arktyki, co zwiększa dostępność znajdujących się tam źródeł energii, a to już prowadzi do „arktycznego wyścigu zbrojeń” i konfliktów między zainteresowanymi tym rejonem państwami).
Co NATO na to?
Kolejnym punktem zwrotnym w historii NATO stał się 11 września 2001 r. i terrorystyczne ataki na Nowy Jork oraz Waszyngton. Zdaniem wielu był to prawdziwy początek XXI wieku. To po tych atakach po raz pierwszy w historii w praktyce wykorzystano wspominany na początku art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego i uznano, że islamscy terroryści zaatakowali nie tylko Amerykę, ale cały Sojusz. Dlatego, choć pierwszego ataku na Afganistan, będącego bezpośrednią odpowiedzią na zamachy, dokonały jeszcze same Stany Zjednoczone, już w grudniu 2001 r. rozpoczęła się w tym kraju operacja „wsparcia bezpieczeństwa”, a de facto wojna, z udziałem wojsk NATO. Wojsk także polskich – obecnie w Afganistanie walczy ok. 1,5 tys. naszych żołnierzy,jesteśmy odpowiedzialni za jedną z prowincji, przejęliśmy od Amerykanów odpowiedzialność za ochronę lotniska w stolicy Afganistanu, Kabulu.
Wszystko to sprawia, że wyzwania stojące przed NATO są naprawdę ogromne. Czy jeśli rosyjscy hakerzy, tak jak miało to już miejsce w niedawnej przeszłości, zaatakują np. rządowe serwery w Estonii, będzie to atak na cały Sojusz czy tylko problem jednego małego państwa? Czy przyjąć do swego grona Ukrainę i Gruzję, by uniemożliwić w ten sposób geopolityczne gry Rosji z tymi państwami, czy wręcz przeciwnie – zamknąć im przed nosem drzwi, jako krajom zbyt „problemowym”?
NATO a sprawa Polska
Najprawdopodobniej na jubileuszowym szczycie w niemieckim Kehl oraz francuskim Strasburgu poznamy nazwisko nowego sekretarza generalnego NATO. W wyścigu o to stanowisko startował m.in. Radosław Sikorski. Tuż przed finałem jego szanse wydają się być minimalne, zdecydowanym faworytem jest premier Dani Anders Rasmussen.
Jednak nawet jeśli polski minister spraw zagranicznych nie zostanie następcą Holendra Jaapa de Hoop Scheffera, dziesięciolecie naszego członkostwa w Sojuszu należy ocenić jednoznacznie pozytywnie. Do NATO nie wchodziliśmy ze względu na stanowiska, ale dla zapewnienia fundamentów realnego bezpieczeństwa. Choć na co dzień nie przywiązujemy do tego wagi, analizując w kontekście długookresowym, Polska dawno w swojej historii nie była tak bezpieczna jak dziś.
Jako jedynaorganizacja będącą instytucjonalnym spoiwem „dwóch nóg” Zachodu – Stanów Zjednoczonych i Europy – NATO daje nam nie tylko wojskowe, ale przede wszystkim polityczne możliwości wpływania na działania najpotężniejszego obecnie bloku państw, do którego od 10 lat na szczęście należymy. Zdecydowanie za rzadko z nich korzystamy, zapominając, że w Pakcie Północnoatlantyckim łatwiej o koalicje i wspólne interesy niż np. w Unii Europejskiej.
Przy okazji niedawnej marcowej rocznicy warto przypomnieć także kto pierwszy w Polsce wskazał euroatlantycki kierunek, dziś powszechnie akceptowany, jednak kilkanaście lat temu wcale nie taki jednoznaczny (wystarczy wymienić np. koncepcję NATO-bis Lecha Wałęsy z początku lat 90.). Był to rząd Jana Olszewskiego.
Najważniejsze pozostaje jednak to, że dziś, pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, Polska jest liczącym się członkiem największego sojuszu polityczno-wojskowego współczesnego świata. Nie zapewnia nam to wprawdzie „dożywotnich gwarancji bezpieczeństwa”, ale stanowi najlepszą z dostępnych obecnie polis. Powinniśmy nauczyć się doceniać, nie tylko w okrągłerocznice, i fakt jej posiadania, i to, że przez ostatnie 10 lat nie musieliśmy z niej korzystać.
Adam Chmielecki